przystanek

Przystanek Woodstock okiem debiutanta. O potworach z bagien, kołczanie prawilności i byciu świnką

Pojechałam do Kostrzyna po raz pierwszy. Debiut taki. Pojechałam z otwartą głową, acz dzięki przekazom medialnym raczej pozbawiona entuzjazmu. Błoto, alkohol, muzyka na jedno (okołopunkowe) kopyto, namioty i glany. WIADOMO.

Ano okazuje się, że nie bardzo. Stąd też poniższe podsumowanie, które można w sumie nazwać posypaniem głowy popiołem. I to nawet nie szczyptą, ale solidną szuflą z ogniska, w którym spłonęły tezy kategoryczne i parę dziwacznych uprzedzeń.

Przeczytajcie, bo zaraz będzie ciemno. (więcej…)