coma

Basowa historia z morałem

Gdy widmo trzydziestki zaczęło majaczyć mi za życiowym rogiem, dokonałam kilku kalkulacji. Wnioski mi się nie podobały. Lekko spanikowana, rzuciłam się realizować odkładane w nieskończoność zamierzenia, jakby groziło mi nie tylko gwałtowne zniedołężnienie, albo zupełne wręcz zejście. Gdy na liście „zrobić przed śmiercią” dotarłam do punktu mówiącego o grze na instrumencie strunowym, znalazłam się w lekkim impasie – tu jednak do akcji wkroczył mój niezawodny tato. Bóg jeden wie skąd, przewracając wymownie oczami, wycyganił dla mnie gitarę klasyczną o wyglądzie zabytku z epoki Ludwika XIV-ego. Instrument ten, o wdzięcznej nazwie Defil, był wzorcowym przedstawicielem rodzimej, PRL-owskiej produkcji gitaropodobnej. Mniej zorientowanym spieszę z wyjaśnieniem: to ten szcze­gól­ny rodzaj gi­ta­ry, który w przy­pad­ku spo­tka­nia ze ścia­ną wy­cho­dzi z konfrontacji zwycięsko.

(więcej…)

Clock Machine – Machina nabiera rozpędu (wywiad)

(Wywiad z zespołem przeprowadzony we wrześniu 2013na potrzeby bloga otwartego Moosic.pl)

Czte­rech mło­dych fa­ce­tów (so­lid­nie za­in­spi­ro­wa­nych), de­cy­du­je się na gra­nie kla­sycz­ne­go rock’n’rolla (z nie­zbęd­ną dawką bez­czel­no­ści) w samym sercu sto­li­cy pio­sen­ki po­etyc­kiej (no dobra, może bar­dziej na przed­mie­ściach). W re­zul­ta­cie, za­miast mu­zycz­nej ka­ta­stro­fy ja­kich wiele, mamy lau­re­atów 41. fe­sti­wa­lu FAMA i uczest­ni­ków te­go­rocz­ne­go Wo­od­stock. A do­pie­ro na­bie­ra­ją roz­pę­du… O dia­bel­skim bal­ko­nie na 10. pię­trze, do­brym sercu Pio­tra Ro­guc­kie­go i per­spek­ty­wie pra­co­wi­tej je­sie­ni z dala od mamy, roz­ma­wia­łam z Clock Ma­chi­ne.

(więcej…)