Veni, Vidi, I’m Alive.

Dzień jak każdy. Rozsądne, ogarnięte, ukochane dziecko oznajmia: „Mamo, Tato, jadę na Woodstock”. Czarne chmury zlatują się i przykrywają słoneczną tarczę rodzicielstwa, wybuchają armaty paniki, trwa pełna mobilizacja wojsk pod dowództwem histerii. Armia wyrusza do Castoramy w celu nabycia desek do zabicia okien, młotka do wbijania rozsądku, łańcucha do kuli na nogę.

Moim rodzicom zostało oszczędzone, bo dopiero po trzydziestce wyciągnęłam ciężką artylerię i nic już nie mogli z tym zrobić. Inna rzecz, że w sumie wcale jechać nie chciałam. Namioty, sikanie pod drzewem, muzyka punkowa, piwo, kurz i niedospanie –  no błagam, tak bardzo ja. Jednakże są takie trzy zespoły, za którymi jeżdżę właściwie wszędzie i w ich przypadku odstępstwo od reguły nie wchodzi w grę. Tak więc klamka zapadła.

Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej wychodziłam z założenia, że to jest właściwie całkiem dogodna okazja na mały eksperyment. Szansa na sprawdzenie ile jest prawdy w wyobrażeniach i na konfrontację medialnej papki z ubłoconymi faktami. Tak, by może ktoś taki jak ja wiedział za rok co robić stając przed podobnym dylematem. Pomyślałam – wrócę i napiszę parę słów z pozycji sceptyka. Obiektywnie, może trochę ironizując, pokpię sobie życzliwie z tego całego zlotu pseudobuntowników w wieku dojrzewania. No i cóż. Jak mówił mędrzec: veni, vidi…o Boże.

 

Oszczędzone mi zostało telepanie się którymś ze słynnych pociągów (nazwa mojego ulubionego to, uwaga, Stalowy Pęcherz). Dostałam miejsce w aucie,  z zaznaczeniem, że za jakiekolwiek pogardliwe marudzenie zostanę natychmiast wysadzona po drodze. Choć kierowca jest tolerancyjny i humanitarny (a więc na wysiadkę wybrałby miejsce zaludnione), ultimatum wzięłam sobie do serca. I tak żeśmy sobie jechali – ja wyposażona w butelkę wina i milczący sceptycyzm, a przewodnik wycieczki z cichym wyczekiwaniem do tego niezapomnianego momentu, w którym przyjdę kajać się i dziękować za możliwość doznania oświecenia w dobrym towarzystwie. Jasssne.

Dla zachowania resztek godności pozwoliłam sobie odczekać około dwóch godzin, nim poszłam się kajać. Bo po prawdzie, szczęka opadła mi już na leśnym parkingu. Nie dość, że udało nam się nie urwać przedniego zderzaka na rozmoczonych czwartkową ulewą stulecia wądołach, to solidnie rozmiękczeni całodzienną mżawką wolontariusze upychali nas w idealne samochodowe rządki, zagadując towarzysko z niewymuszonym uśmiechem na ustach i wskazując drogę na skróty przez las.

Później było jeszcze lepiej. Przepiękna gigantyczna scena bez barierek, pod którą stanęłam w pierwszym rzędzie jeszcze pierwszego wieczoru, nie używając ani jednego łokcia. Tysiące ludzi mijających się bez potrącania i bez agresji, atmosfera niepodobna do jakiejkolwiek atmosfery gdziekolwiek. I nieopisanie dobra organizacja. Przez dłuższy czas zastanawiałam się z czego ona właściwie wynika. Powiecie: mieli dwie dekady na nauczenie się jak to robić. Niby tak, ale jak pomyślicie sobie o urzędach albo o PKP to jednak żaden argument. A prawda jest banalna. Raz – festiwal prowadzi rozsądnie zarządzana fundacja pełna pasjonatów, a nie agencja koncertowa nastawiona na zysk. Dzięki temu uczestnicy imprezy stawiani są na pierwszym miejscu, kluczowe jest reagowanie na ich bieżące potrzeby, a na bezpieczeństwie się nie oszczędza. Dwa – w zarządzaniu nadrzędną zasadą jest zdrowy rozsądek i elastyczność, a przede wszystkim formułowanie próśb zamiast zakazów. I to naprawdę działa. W kraju, w którym rzekomo chlubą jest oszukać system.

ydxj4237

Niech następny post będzie przewodnikiem dla skołowanych rodziców i tych, którzy tak jak ja zastanawiali się, czy w ogóle się w to pakować. A także dla każdego, kto ma przekonanie że Woodstock to brudny chaos, biorąc jednocześnie pod uwagę możliwość, że mógł się jednak pomylić.

PS do zobaczenia za rok na najpiękniejszym festiwalu świata.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s