Boysband wiecznie żywy

Back­stre­et Boys są tro­chę jak wino. Tyle, że otwar­te. Czło­wiek zaj­rzy w bu­tel­kę z roz­pę­du, choć za­war­tość już dawno zwie­trza­ła. A jed­nak po­wra­ca­ją jak bu­me­rang. Ka­ry­ka­tu­ral­ni jak ostatnie od­cin­ki True Blood, wiecz­nie żywi jak Lenin. Tro­chę, jakby czas się za­trzy­mał. Za parę dni znów u nas zagrają. Ewrybady, Backstreet’s Back.

Słyn­ny boys­band z Or­lan­do jest na rynku mu­zycz­nym już od 20 lat. Bezczelnie i bez wsty­du przy­znam, że swego czasu z zacięciem studiowałam dys­ko­gra­fię ze­spo­łu. Szczy­tu (lub jak kto woli dna) się­gnęłam w trakcie dy­żu­rów w li­ce­al­nej szat­ni, zabijając czas wielogodzinnym wyciem chwy­tli­wych re­fre­nów wraz z koleżankami. Szcze­gól­nie ład­nie wy­cho­dzi­ły nam har­mo­nie w Eve­ry­one.

Nie­za­leż­nie od po­zio­mu ar­ty­stycz­ne­go ze­spo­łu, Back­stre­et Boys są nie­kwe­stio­no­wa­ną ikoną po­pkul­tu­ry lat 90-tych i praw­dzi­wą mu­zycz­ną le­gen­dą. Po dwóch de­ka­dach dzia­łal­no­ści (z nie­wiel­ki­mi prze­rwa­mi), pa­no­wie nadal po­zo­sta­ją w ory­gi­nal­nym skła­dzie i drążą sty­li­sty­kę, któ­rej nie da się z ni­czym po­my­lić. Ko­mizm sy­tu­acji po­le­ga je­dy­nie na tym, że więk­szość daw­nych fanek ze­spo­łu ma już wła­sne dzie­ci, stąd nie­ko­niecz­nie jest za­in­te­re­so­wa­na bandą pod­sta­rza­łych mło­dzień­ców. Młodzieńców – dodajmy – wystających na zielonych pagórkach i dramatycznym, natchnionym gestem rozgarniających powietrze, jakby właśnie głaskali wirtualną, pasącą się krowę.

W klipach wciąż wszystko pozostaje niezmienne i zna­jo­me. Jest uno­szą­ca się w po­wie­trzu at­mos­fe­ra po­god­ne­go bra­ter­stwa, jest stała roz­pi­ska wo­kal­na („Ty, śnia­dy! Za­śpie­wasz brid­ge!”). Jest i wy­pra­co­wa­ny przez lata per­fek­cyj­ny przy­ruch obrazujący wysyłanie strumienia myśli w kie­run­ku nie­bo­skło­nu.  Nowy zdaje się być je­dy­nie nie­pi­sa­ny kon­kurs na naj­gor­sze ciu­chy i ciche podejrzenie, że Panowie trochę maskują wewnętrzne rozbawienie.

Z boys­ban­du się nie od­cho­dzi. Jego częścią zostaje się już na za­wsze. Powie Wam to nawet słyn­ny Ju­stin Tim­ber­la­ke. Możliwe też, że boysband zostaje na zawsze w słuchaczu, jakaś część mnie wciąż bowiem śpiewa w tej szatni.

Mimo upływu czasu, zespół nie zdecydował się na wydanie krążka pod autoironicznym tytułem ‚Back­stre­et Men’. Ale możliwe jest, że za 30 lat obu­dzi­cie się w świe­cie, gdzie wciąż widać bę­dzie pięć po­sta­ci po­dry­gu­ją­cych na wzgó­rzu.

W cho­dzi­kach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s