Muzyczne słowotwórstwo, czyli za dużo szufladek

An­ti-folk, nin­ten­do­co­re, ma­th­co­re, di­gi­tal hard­co­re, epic doom metal, lo-fi. Do­brze, że nie wifi. Mój muzyczny kredens ma ograniczoną liczbę szufladek, z reguły niedomkniętych. Nazwijcie mnie konserwatywną, ale chyba zdecydowałam się właśnie na zostanie gatunkową ignorantką.

Dzielenie muzyki na gatunki ma swoją logikę – mózg ludzki szufladki mieć musi, a podstawowe uporządkowanie jest wręcz niezbędne. Nie mówiąc już, o ileż łatwiej szukać nowych artystów w naszym guście. A jednak, jakoś mnie mierzi od kilku lat to szufladkowanie. Mam wrażenie, że pojęcie muzyki i definicję artysty z lubością przesuwamy coraz bardziej do granic absurdu i ogólnie pod względem nazywania rzeczy trochę żeśmy powariowali.

<tu następuje przerywnik z niewinnym materiałem poglądowym>

Konieczność definiowania nowych podgatunków tłumaczy się coraz bardziej przepastnym ko­cioł­kiem kul­tu­ro­wym, w którym co rusz rodzi się nowe. W dobie internetu coraz trudniej się rozeznać w gąszczu muzycznych odcieni i stąd to słowotwórstwo, trzeba się z tym ogarnąć.

Jak to mawiała Joanna Chmielewska… A chała.

Może to kwestia tradycjonalizmu, ale twardo trzymam się teorii, że stara, tradycyjna podziałka jest względnie wystarczająca? No bo czy te wszystkie jazzy, popy, folki, elektroniki i bluesy naprawdę nie wystarczą, wzbogacone przez lata sprawdzonymi słowami w rodzaju: klasyczny, soft, hard? Słowo daję – wolę już porównywać jednego artystę do drugiego szukając nowych, potencjalnych muzycznych fascynacji, niż trawić tę nadmierną klasyfikację i nibygatunki definiowane przez masy pseudoartystów i fanów dźwiękowych skrajności.

A może jest po prostu tak, że ja tej nowej fali muzyki nie trawię. Może to tylko częściowo jest kwe­stia na­zew­nic­twa, które tro­chę się wy­mknę­ło spod kon­tro­li  i którego funk­cję in­for­ma­cyj­ną za­stą­pi­ło pragnienie posiadania własnej nazwy gatunkowej? Czasami człowiek aż boi się odezwać. Bo jak się oznajmi, że to taka raczej tymczasowa moda, albo że twórca właściwie żadnego instrumentu nie opanował i konkretnej melodii żadnej nie napisał, to się wyjdzie na tępą mątwę, co artysty nowatorskiego nie rozumie i trzyma się pazurami swojego bezpiecznego mainstreamu.

Więc postanawiam już nie drążyć. To będzie jeden z przypadków, gdzie czuję się z ignorancją zupełnie dobrze. No bo nin­ten­do­co­re? Aż dziw, że i tu nie ma jesz­cze pod­ga­tun­ków. Ma­rio­Bro­sco­re? Te­tri­sme­tal­co­re?

I czemu, na litość Pana, death metal nie może po­zo­stać po pro­stu death me­ta­lem? Extre­me black me­tal. Blac­ke­ned death metal. Epic doom metal. Cho­le­ra, koń­czą się powoli stop­nio­wa­ne przy­miot­ni­ki! Fuc­king extre­me total black metal?

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s