Krzysztof Napiórkowski – Drugi Oddech

W ciem­ne, po­nu­re wie­czo­ry, kiedy w do­mo­wym za­ci­szu w wąt­pli­wość pod­da­ję do­broć ludz­ką i wy­po­mi­nam świa­tu jego nie­życz­li­wość, szcze­gól­nie trud­no mi do­brać mu­zy­kę która nie drażni. Taką która zastąpi godnie ciszę i balansować będzie pomiędzy melancholią, a pogodą ducha. Krzysz­tof Na­piór­kow­ski ura­to­wał mnie w nie­je­den taki wie­czór, dając wśli­zgnąć się nadziei nie­pew­nie tyl­ny­mi drzwia­mi.

Praw­dzi­wą sztu­ką jest na­grać płytę cie­płą i łatwą w od­bio­rze, nie wpa­da­jąc przy tym w tanią me­lo­dyj­ność i tek­sto­wy banał. Sztu­ką jest także po­łą­czyć sub­tel­ność jazzu z ar­ty­stycz­no­ścią po­ezji śpie­wa­nej, nie dając się wrzu­cić jed­no­znacz­nie do żad­nej szu­flad­ki. Nie je­stem zbyt­nią en­tu­zjast­ką żad­ne­go z po­wyż­szych ga­tun­ków, stąd spo­rym za­sko­cze­niem dla mnie samej było za­chły­śnię­cie się płytą Na­piór­kow­skie­go. Z dru­giej stro­ny, zdzi­wie­nie nie jest tu na miej­scu, bo obiektywnie patrząc wiele może się w gra­niu rze­szo­wia­ni­na po­do­bać. Mu­zy­ka Krzysz­to­fa to mu­zy­ka nie­głu­pia, au­ten­tycz­na, ko­ją­ca, a do tego bar­dzo uni­wer­sal­na – ide­al­na zarówno na szare, zi­mo­we po­ran­ki, jak i na wio­sen­ne spa­ce­ry w peł­nym słoń­cu.

O ile de­biu­tanc­ki album ar­ty­sty, In­tro­spek­cja, mógł od biedy ucho­dzić za sio­strę płyt wy­da­wa­nych przez kra­kow­skich bar­dów i ogra­ni­czyć nieco krąg po­ten­cjal­nych słu­cha­czy, drugi au­tor­ski krą­żek ar­ty­sty – wy­da­ny w marcu 2012 roku Drugi Od­dech – nie pod­le­ga już pro­stym pod­su­mo­wa­niom. Po­cząw­szy od roz­po­czy­na­ją­ce­go płytę, ener­ge­tycz­ne­go Miej­sca Za­ba­wy, przez sin­glo­we Wszyst­ko Gdzieś W Nas, re­flek­syj­ne Panie Wiot­kiej Trzci­ny, aż po in­try­gu­ją­ce koń­co­we Pu­sto­sło­wie,  Na­piór­kow­ski udo­wad­nia, że można na­grać płytę lek­ko­straw­ną i am­bit­ną jed­no­cze­śnie, a przy tym wszyst­kim bez­pre­ten­sjo­nal­ną – bez nad­mier­ne­go po­etyc­kie­go za­dę­cia.

Jeśli jest coś, co można by ar­ty­ście wy­po­mnieć, to mocno mo­men­ta­mi sły­szal­ne wpły­wy Grze­go­rza Tur­naua, z któ­rym z resz­tą Na­piór­kow­ski po­peł­nił swego czasu duet. Oczy­wi­ście ta in­spi­ra­cja jest jed­no­cze­śnie za­rzu­tem i po­chwa­łą- w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku nie ma z resz­tą wiel­kie­go zna­cze­nia. Na­piór­kow­ski ma wła­sne, pop-jaz­zo­we brzmie­nie, a obok bycia do­brym tek­ścia­rzem i mul­tiin­stru­men­ta­li­stą, dys­po­nu­je cha­rak­te­ry­stycz­ną, cie­płą barwą głosu, w któ­rej wy­brzmie­wa pew­ne­go ro­dza­ju dobroć, spokój i życzliwość dla świata. Ca­łość jest nie­po­wta­rzal­na i – zwłasz­cza w wer­sji live – otula słu­cha­cza ni­czym ak­sa­mit­ny pled. Nawet jeśli nie prze­pa­da­cie za tego typu gra­niem, mając oka­zję usły­szeć tego ar­ty­stę na żywo, wy­ko­rzy­staj­cie ją. Może się bo­wiem oka­zać, że czę­ści z Was owa na­piór­kow­skość się jed­nak spodo­ba.

 

Gdzieś prze­cież jest szczę­śli­wa wyspa / Bez­piecz­ny ląd, ostat­nia przy­stań

Gdześ prze­cież jest ka­wa­łek nieba / Wy­tchnie­nie dusz

I spo­kój.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s