Clock Machine – Machina nabiera rozpędu (wywiad)

(Wywiad z zespołem przeprowadzony we wrześniu 2013na potrzeby bloga otwartego Moosic.pl)

Czte­rech mło­dych fa­ce­tów (so­lid­nie za­in­spi­ro­wa­nych), de­cy­du­je się na gra­nie kla­sycz­ne­go rock’n’rolla (z nie­zbęd­ną dawką bez­czel­no­ści) w samym sercu sto­li­cy pio­sen­ki po­etyc­kiej (no dobra, może bar­dziej na przed­mie­ściach). W re­zul­ta­cie, za­miast mu­zycz­nej ka­ta­stro­fy ja­kich wiele, mamy lau­re­atów 41. fe­sti­wa­lu FAMA i uczest­ni­ków te­go­rocz­ne­go Wo­od­stock. A do­pie­ro na­bie­ra­ją roz­pę­du… O dia­bel­skim bal­ko­nie na 10. pię­trze, do­brym sercu Pio­tra Ro­guc­kie­go i per­spek­ty­wie pra­co­wi­tej je­sie­ni z dala od mamy, roz­ma­wia­łam z Clock Ma­chi­ne.

Czy kiedy za­kła­da­li­ście ze­spół, przy­szło Wam od razu do głowy że to na po­waż­nie, czy też była to ra­czej za­ba­wa i spo­sób na spę­dza­nie wol­ne­go czasu? Ścież­ki pie­kła są w końcu wy­bru­ko­wa­ne kost­ka­mi z na­zwa­mi mło­dych ze­spo­łów na­iw­nie twier­dzą­cych że mogą wyżyć z mu­zy­ki i pod­bić świat…

Na po­cząt­ku tak jak wszyst­kie po­cząt­ku­ją­ce ze­spo­ły trak­to­wa­li­śmy próby jako dobry pre­tekst do wspól­ne­go picia piwa Har­naś, ma­rząc co naj­wy­żej o kon­cer­cie w ja­kimś kra­kow­skim klu­bie dla paru osób. Oglą­da­li­śmy jed­nak pew­ne­go razu kon­cert Led Zep­pe­lin na video i po­sta­no­wi­li­śmy wziąć spra­wy w swoje ręce. Ro­ze­bra­li­śmy się i na bal­ko­nie 10 pię­tra miesz­ka­nia Mi­cha­ła w Nowej Hucie pod­pi­sa­li­śmy pakt z dia­błem. Udało nam się wy­ne­go­cjo­wać wiel­ką sławę, pie­nią­dze i czas an­te­no­wy w RMFie, mu­si­my tylko śpie­wać pio­sen­ki po pol­sku.

No, nie unik­nie­cie ra­czej ma­ru­dze­nia na temat śpie­wa­nia w ję­zy­ku oj­czy­stym. Pla­nu­je­cie uwzględ­nić język pol­ski na naj­bliż­szym krąż­ku? Pi­sa­nie w na­szym nie­spe­cjal­nie pla­stycz­nym  ję­zy­ku to wy­zwa­nie nie lada.

Wy­na­ję­li­śmy naj­lep­szych i naj­droż­szych tek­ścia­rzy w kraju, któ­rzy na­pi­sa­li pięk­ne ro­man­tycz­ne bal­la­dy o prze­mi­ja­niu i utra­co­nej mi­ło­ści. Mamy na­dzie­ję, że wszyst­kim Pań­stwu przy­pad­ną do gustu.

Była FAMA, Oran­ge War­saw Fe­sti­val, kon­kurs Em­pi­ku Make More Music, a w te wa­ka­cje Wo­od­stock. Wy­da­li­ście już ofi­cjal­ną EP-kę. Po­mi­ja­jąc ta­lent – ile w tym wszyst­kich szczę­ścia, a ile kon­se­kwent­nie re­ali­zo­wa­ne­go planu? Prze­cięt­nie trze­ba się na­ha­ro­wać z 7 lat żeby coś w Pol­sce osią­gnąć. Zdaje się, że spra­wy idą cał­kiem nie­źle?

„Szczę­ście” i „nie­szczę­ście” to tylko wy­mysł na­szych głów. Tak na­praw­dę każdy sam jest ko­wa­lem swo­je­go losu. My je­ste­śmy od­po­wied­nią czwór­ką ludzi w od­po­wied­nim miej­scu i cza­sie. Do tego do­ło­ży­li­śmy dużo ca­ło­noc­nych prób, kon­cer­tów za piwo dla pani sprzą­tacz­ki i 2 bar­ma­nek, ale przede wszyst­kim dużo roz­ma­wia­my. Je­ste­śmy pacz­ką kum­pli, to nam daje te wszyst­kie suk­ce­sy i siłę by się nie pod­da­wać.

Jest trud­niej, niż się spo­dzie­wa­li­ście? Co Was z per­spek­ty­wy czasu naj­bar­dziej za­sko­czy­ło w mu­zycz­nym biz­ne­sie i całej tej rock’n’rol­lo­wej przy­go­dzie? Jak wła­ści­wie oce­nia­cie ten cały pro­ces prze­bi­ja­nia się do świa­do­mo­ści ludzi?

Ten rynek cały czas nas za­ska­ku­je. Do­sta­li­śmy swego czasu moż­li­wość za­gra­nia kilku sup­por­tów przed Comą – naj­więk­szym obec­nie roc­ko­wym ze­spo­łem w Pol­sce i oni mówią : „Chło­pa­ki mo­że­cie przed nami za­grać, ale nie zwra­ca­my Wam kosz­tów trans­por­tu do Łodzi, War­sza­wy” itd. Obu­rzy­li­śmy się strasz­nie, że tak wiel­ki ze­spół jak Coma, który ma wszę­dzie pełną salę nie może nam zwró­cić kilku stów za ben­zy­nę. Oka­za­ło się że to były jedne z naj­lep­szych kon­cer­tów w na­szym życiu, a Piotr Ro­guc­ki do­ło­żył nam z wła­snej kie­sze­ni 1000zł że­by­śmy mogli z nimi za­grać. Póź­niej po­je­cha­li­śmy w trasę do tych miast i nie­zna­ny ni­ko­mu ze­spo­lik z Kra­ko­wa ma pełne sale (co praw­da 10 razy mniej­sze niż Coma, ale za­wsze to coś:)). Po­zdra­wia­my Pio­tra wraz z mał­żon­ką 🙂

Gra­nie gra­niem, ale po­świę­ci­li­ście naukę dla mu­zy­ki. To była trud­na de­cy­zja? Bli­scy nie zgła­sza­li obiek­cji i obaw, nie py­ta­li co bę­dzie jeśli się jed­nak nie uda?

My mamy na to swoją teo­rię. Jeśli po­świę­casz się ja­kiejś rze­czy w swoim życiu na 100% to ona się udaje. Je­steś naj­lep­szy, osią­gasz suk­ces. Jeśli mamy do wy­bo­ru za­grać kon­cert dla 200 pięk­nych dziew­czyn albo iść do szko­ły uczyć się ja­kichś zu­peł­nie nie­po­trzeb­nych i nud­nych całek, to chyba oczy­wi­ste że wy­bie­ra­my szko­łę!

Na­tu­ral­nie! Zmie­nia­jąc temat – od wy­da­nia EP-ki mi­nę­ło już sporo czasu i zdaje się, że nad­cho­dzi mo­ment wy­da­nia peł­nej de­biu­tanc­kiej płyty? Już teraz krążą ciche głosy, że może to być jedna z naj­bar­dziej obie­cu­ją­cych pre­mier ostat­nich lat. Na jakim eta­pie są prace? Kiedy mo­że­my się spo­dzie­wać płyty na pół­kach?

Kur­cze, już któ­ryś z kolei wy­wiad gdzie do­wia­du­je­my się, że krążą po­gło­ski że to albo jedna z naj­lep­szych płyt w Pol­sce, albo naj­bar­dziej obie­cu­ją­ca pre­mie­ra. Kto nas tak ob­ra­bia? Prace idą, pre­mie­ra w li­sto­pa­dzie, same hity w środ­ku.

Wiel­kie hity, po­pu­lar­ność, pie­nią­dze. Trze­ba bę­dzie je mą­drze za­in­we­sto­wać… Może lep­szy sprzęt? O wła­śnie – gdy­by­ście mogli spra­wić sobie już teraz jakiś fajny gear, co by to było? Jak za­brzmia­ło­by w pełni roz­pę­dzo­ne sprzę­to­wo Clock Ma­chi­ne?

W sprzę­cie sta­wia­my na su­ro­wość. Ra­czej za­czy­na­my po­zby­wać się efek­tów i blach niż po­więk­szać ar­se­nał. Za­wę­ża­nie moż­li­wo­ści sty­mu­lu­je kre­atyw­ność. Bar­dziej przy­dał­by nam się bus na trasy czy ocie­plo­na salka prób. Na to wy­da­my pierw­sze za­ro­bio­ne pie­nią­dze. Brzmie­nie Clock Ma­chi­ne jest w pal­cach, grrrrrrr!

No i w gło­sie… Czy Igor brał kie­dyś ja­kieś lek­cje śpie­wu? To rzecz coraz mniej wsty­dli­wa po­śród wo­ka­li­stów roc­ko­wych, któ­rzy chcą le­piej zno­sić dłuż­sze kon­cer­to­wa­nie…

Igor nie po­trze­bu­je żad­nych lek­cji – jest cał­ko­wi­tym sa­mo­ukiem. Krążą le­gen­dy, że już w wieku 3 lat śpie­wał wraz z ka­se­ta­mi Dżemu ich naj­więk­sze hity. Wiel­kim Ge­niu­szem Mu­zy­ki trze­ba się uro­dzić.

Do­brze jest też się uro­dzić w do­brym miej­scu. Po sta­łej po­wo­dzi mu­zy­ków z Łodzi (haha), miło w końcu po­słu­chać jak do głosu do­cho­dzą ar­ty­ści z in­nych re­jo­nów Pol­ski. Jak oce­ni­li­by­ście swoje ro­dzin­ne mia­sto pod kątem sceny mu­zycz­nej? Jaki ga­tu­nek do­mi­nu­je w Kra­ko­wie, który kie­dyś był świą­ty­nią pio­sen­ki po­etyc­kiej?

Jest sporo do­bre­go rocka, który nie­dłu­go wy­pły­nie na szer­sze wody. Mu­si­cie po­słu­chać Stra­ight Jack Cat, Ci­ne­mon czy Sek­cję Mu­zycz­ną Ko­łą­ta­jow­skiej Kuźni Praw­dzi­wych Męż­czyzn z Olą w skła­dzie ULTRA. I ogól­nie to Kra­kow­ska Scena Mu­zycz­na . PL.  Ja­kieś 300 ze­spo­łów. Naj­więk­sze takie zja­wi­sko w Pol­sce.

Które z do­tych­cza­so­wych do­świad­czeń ma dla Was naj­więk­sze zna­cze­nie? Nie­wąt­pli­wie Wo­od­stock wy­da­je się być szczy­tem ma­rzeń dla ze­spo­łu na do­rob­ku, jed­nak nie­ko­niecz­nie musi być tym naj­bar­dziej po­ucza­ją­cym do­świad­cze­niem.

Naj­waż­niej­szym fe­sti­wa­lem dla nas była FAMA. Tak na­praw­dę pierw­szy tak duży prze­gląd, tak da­le­ko od mamy i taty, bo aż 700km. Nie­sa­mo­wi­ta aura, lu­dzie, wy­da­rze­nia, dwa ty­go­dnie wa­ka­cji w Świ­no­uj­ściu spę­dzo­ne na kom­po­no­wa­niu mu­zy­ki i przy­go­to­wa­niu kon­cer­tu kon­kur­so­we­go. Po­le­ca­my każ­de­mu star­tu­ją­ce­mu ze­spo­ło­wi zgło­sze­nie się tam. Z dru­giej stro­ny gra­nie na ta­kich fe­sti­wa­lach jak Wo­od­stock czy Oran­ge War­saw to nie­sa­mo­wi­te do­świad­cze­nie i inna per­spek­ty­wa mu­zy­ka z pu­blicz­no­ścią, ale to już drugi szcze­bel wy­ni­ka­ją­cy z pierw­sze­go.

Jakie płyty za­chwy­ci­ły Was w tym roku? Cze­ka­cie może z nie­cier­pli­wo­ścią na ja­kieś nowe wy­daw­nic­twa? W tym roku sporo jesz­cze rocka przed nami…

Nowe Arc­tic Mon­keys. Nowe Clock Ma­chi­ne.

Na ko­niec jesz­cze jedno py­ta­nie – trud­no zna­leźć in­for­ma­cję, skąd wzię­ła się Wasza nazwa. Bo wszyst­ko cho­dzi jak w ze­gar­ku, a re­per­tu­ar jest wy­bu­cho­wy? 😉

Do­kład­nie nie wiem, gdzie udało Ci się to wy­czy­tać ale tak tak tak! Clock – bo wszyst­ko cho­dzi jak w ze­gar­ku, a Ma­chi­ne – bo re­per­tu­ar jest wy­bu­cho­wy 🙂

 

Clock Ma­chi­ne two­rzą:

Igor Wa­la­szek- wokal
Mi­chał Kon­ce­wicz- gi­ta­ra
Kuba Tracz- bas
Piotr Wy­kurz- per­ku­sja

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s